Używany samochód elektryczny

Używany samochód elektryczny

Juliusz Szalek

2 lutego 2021

Używany samochód elektryczny. Co musisz sprawdzić?

Zakup samochodu używanego to prawdziwa ruletka. Wojna sprzedającego z kupującym. Ten pierwszy próbuje ukryć niewygodną historię, drugi dowiedzieć się o aucie jak najwięcej. A co, jeśli kupujemy używany samochód elektryczny? Czy warto sprawdzać akumulatory?

Nie tyle, że warto, ile wręcz od tego należy rozpocząć. Standardowa lista punktów obowiązkowych przed zakupem auta to oczywiście oględziny, jazda próbna, seria pytań o historię i kontrola dokumentów. W przypadku tradycyjnego auta spalinowego, jeśli rdza nie sypie się z progów, auto jeździ, skręca i hamuje, silnik nie wydaje żadnych niepokojących dźwięków i kłębów dymu, a numer VIN auta zgada się z tym w dowodzie, auto nadaje się do zakupu.

Więcej o tym, jak minimalizować ryzyku przy zakupie auta spalinowego, przeczytasz TUTAJ.

W przypadku samochodów hybrydowych, a szczególnie już elektrycznych, sprawa nieco się komplikuje, bo oprócz listy obowiązkowej (patrz wyżej) absolutnie koniecznym punktem do sprawdzenia jest akumulator trakcyjny i cały układ napędowy. I od razu ważna informacja — niestety, sami nie jesteśmy w stanie sprawdzić jego żywotności.

Degradacja ogniw

W przypadku samochodu elektrycznego niespodzianki czają się w ukryciu. To trochę tak jak z zakupem używanego telefonu komórkowego. Może i jest fajny, ale jak nie trzyma prądu, to raczej nadaje się do wyrzucenia. Dlatego podczas oględzin auta pytanie, ile trzyma bateria, jest jak najbardziej zasadne. Tylko jak to sprawdzić?

Ładowanie w stacjach powinniśmy traktować okazjonalnie.
Szybkie ładowanie dużym prądem w stacjach powinniśmy traktować okazjonalnie.

Sercem każdego elektryka jest nie tyle silnik elektryczny, co do zasady bardzo trwały, odporny na uszkodzenia i długowieczny, ile akumulator trakcyjny. Jeśli jako nowy gwarantuje zasięg 300 km, to pytanie, ile energii jest w stanie przyjąć i oddać po przebiegu 100 tys. kilometrów i kilku tysiącach cykli ładowania. Fachowo nazywa się to degradacją akumulatora.

Nie dowiemy się tego ze zwyczajnej jazdy próbnej, no, chyba że sprzedawca pozwoli nam naładować akumulator od zera do pełna i wyjeździć całą zmagazynowaną w nim energię. O takim komforcie możemy jednak raczej zapomnieć. Co wtedy? Z pomocą przychodzą firmy, które za kilkaset złotych są w stanie przetestować układ elektryczny auta i wydać odpowiedni certyfikat. Znajdziemy w nim przede wszystkim informacje na temat żywotności akumulatora, a raczej jego degradacji wyrażonej w procentach. Im wyższa wartość, tym degradacja mniejsza.

340 tys. km i 6 proc degradacji

To nieprawda, że im starszy samochód elektryczny, tym akumulatory są mniej trwałe. Znane są przypadki, w których degradacja akumulatora po przebiegach ponad 300 tys. km sięga ledwie kilku procent. Ale zdarzają się i sytuacje odwrotne, kiedy po zaledwie 100 tys. przebiegu degradacja to aż 20 proc. Z czego to wynika?

Klimatyzacja to nie wszystko

Przede wszystkim ze stylu ładowania samochodu. Im częściej akumulatory ładowane są w szybkich stacjach ładowania, dużym prądem, tym gorzej. Akumulatory nie lubią wysokich temperatur, a szybkie ładowanie powoduje ich znaczne rozgrzanie. W konsekwencji prowadzi to do powolnej degradacji ogniw w akumulatorach.

Akumulator trakcyjny Renault Zoe
Akumulator trakcyjny Renault Zoe

Oczywiście nowoczesne auta elektryczne mają specjalne systemy chłodzenia. Jedne korzystają z chłodzenia powietrzem inne z osobnej klimatyzacji, jeszcze inne z pompy ciepła. Niezależnie jednak od jej rodzaju, zasada zawsze jest ta sama – akumulatory muszą być chłodzone i to nie tylko podczas ładowania. Szczególnie tego szybkiego. Pewnie nie raz słyszeliście charakterystyczny szum wydobywający się z auta elektrycznego podłączonego do słupka. To właśnie układ chłodzenia. W pierwszej kolejności zawsze będzie chłodził akumulatory. Dopiero później wnętrze auta.

Akumulatory rozgrzewają się także podczas oddawania energii. Jeśli więc często i szybko wciskamy pedał gazu naszego elektryka w podłogę, stylem jazdy powodujemy rozgrzewanie ogniw, a co za tym idzie, przyspieszamy ich degradację.

Ładowanie w domu

Zatem pytanie do właściciela auta o to, gdzie i jak ładowany był samochód elektryczny, może rzucić nam nieco światła na jego stan. Bo kluczem do długowieczności akumulatorów trakcyjnych jest ich powolne ładowanie najlepiej w sieci 230 V. Jeśli zatem właściciel nie ma własnego gniazdka w domu, to znak, że korzysta ze stacji ładowania. Dla nas to wyraźny sygnał, że akumulatory mogą być już solidnie zdegradowane.

10 lat gwarancji

Wielu producentów samochodów elektrycznych na akumulatory udziela długich gwarancji. Przeważnie to 8 albo nawet 10 lat i limit 100 tys. km. Kłopot w tym, że gwarancja nie obejmuje normalnego procesu użytkowania auta, a co za tym idzie procesu degradacji akumulatora. Warto zatem sprawdzić, do jakiego poziomu producent uznaje akumulatory za sprawne.

Okazja z USA

Na szczęście w całej tej elektrycznej motoryzacji istotny jest fakt, że istnieją firmy i to poza ASO, które wyspecjalizowały się w naprawie akumulatorów trakcyjnych. Nie tylko są one w stanie sprawdzić ich stan, wymienić je w całości, w czym specjalizują się autoryzowane serwisy, ale także rozebrać akumulator trakcyjny, dotrzeć do uszkodzonego pojedynczego ogniwa i w razie potrzeby go wymienić.

 

Elektryczne samochody używane z amerykańskiego rynku maja atrakcyjne ceny.
Elektryczne samochody używane z amerykańskiego rynku maja atrakcyjne ceny.

Zamiast wydawać ok. 40 tys. zł na nowy akumulator, jesteśmy w stanie za kilka tysięcy przywrócić jego 100-procentową żywotność. To istotne szczególnie w przypadku używanych samochodów elektrycznych sprowadzanych z USA. Takich okazji na rynku jest coraz więcej. Auta pochodzą głównie z ciepłych stanów jak np. Kalifornia. Trudno się zatem dziwić, jeśli zasięg takiego samochodu będzie wynosić zaledwie 60 km.

Po wypadku

A co, jeśli samochód elektryczny miał wypadek? To kolejny problem, w którym pomóc może certyfikat sprawności akumulatora. Choć akumulatory trakcyjne są zamknięte w sztywnej stalowej skrzyni, przy uderzeniu ogniwa potrafią ulec zniszczeniu. Wtedy nie pozostaje nic innego jak ich wymiana.

Podsumowanie

Nie należy obawiać się zakupu używanego samochodu elektrycznego. Trzeba jedynie poświęcić znacznie więcej czasu i pieniędzy na jego sprawdzenie. Oprócz kontroli standardowych elementów samochodu warto zainwestować kilkaset złotych w sprawdzenie sprawności akumulatorów trakcyjnych. To przecież od nich zależy komfort podróżowania i zasięg naszego elektryka.

A jeśli już kupimy auto na prąd, pamiętajmy, że im rzadziej będziemy korzystali z punktów szybkiego ładowania, tym dłużej będziemy mogli się cieszyć jego bezawaryjnym użytkowaniem. Swoją drogą, producenci nie wspominają o tym podczas zakupu nowego auta. Mamią nas wizją super i hiperszybkich ładowarek dostępnych „po drodze”, a to przecież prosta droga do degradacji akumulatora.

A co z hybrydami?

Podobnie sytuacja wygląda w przypadku samochodów hybrydowych i hybryd plug-in. Tam co prawda akumulatory trakcyjne są znacznie mniejsze, a ich znacznie schodzi nieco na drugi plan. No bo jeśli akumulator będzie rozładowany, to samochód nadal będzie jeździł.

Ale w końcu nie po to kupujemy hybrydę lub hybrydę plug-in, by korzystać wyłącznie z silnika spalinowego. Przed zakupem takiego auta również warto pokusić się o certyfikat sprawności akumulatora.

Czytaj więcej:

 

Jak jeździć zimą – kodeks dobrych praktyk.

Co robić, gdy zatankowałeś złe paliwo.

Jak przygotować auto do zimy, czyli bajki na długie zimowe wieczory.

Używane auto za grosze – do 1000 zł.

Pochłaniając wiedzę motoryzacyjną z Motopedii przyjmujesz do wiadomości, że używamy plików cookie i podobnych technologii do ulepszania i dostosowania treści, analizy ruchu, dostarczania reklam oraz ochrony przed spamem, złośliwym oprogramowaniem i nieuprawnionym dostępem. Dowiedz się więcej. Pamiętaj też, że możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.